Zmiana

Ten dzień nie różnił się niczym od innych. Nie było jasnych gromów, ani deszczu, ani palącego słońca. Może dlatego ten dzień, mimo jednego zdarzenia, które wybiegło poza rutynę, nie stał się symbolem, ani datą w kalendarzu, którą zwykło się zaznaczać czerwonym kółkiem.

Cokolwiek w życiu się dzieje, nie dzieje się nagle. Wulkan nie wybucha, zanim nie zbierze się w nim lawa. Zupełnie jak człowiek. Wydaje nam się, że śmierć potrafi przyjść niespodziewanie, a przecież czekamy na nią od urodzenia …Udajemy tylko, że nas nie ma, kiedy puka. Gasimy światło, siedzimy cichutko, łudząc sie, że w ten sposób z nią wygramy. A ona czasem po prostu z nami jest, w środku, od zawsze i czeka. Anonsuje się niepokojem i strachem do nas mówi. Jest trochę jak nowy listonosz, który przez płot krzyczy, że ma dla nas przesyłkę. Ignorujemy, bo nie wierzymy, że jest listonoszem. Nie znamy jego twarzy. W rezultacie przesyłka nie dociera, ale dzieje się to, co w niej napisane. A tak naprawdę już się stało.

Jej życie zbierało dni, jak ziarna, jak krople wody, na których pewnego dnia odpłynie. Musi tylko wsiąść do łódki, która stoi na brzegu, od lat … bo wszystko jest zaplanowane. Bo każdy ma swoją łódkę, choć nie każdy do niej wsiada.

Delikatnie dotykała pęknięć. Były zasuszone, martwe niemal. A ona je gładziła jak pulsujące żywe ciało. Policzek swój oddawała jakby chciała ogrzać ranę. Albo pocałować. Albo życie swoje tchnąć w pustą otchłań bezpłodnej matki, z której już ani zieleń rosy, ani nawet gorycz słów. Umarli rodzą jedynie ciszę. Nie można żyć z ciszą.

Wszystko ma swój czas. Wszystko zostało niedopowiedziane.

W rękach trzymała garść piachu jak ziaren, z których powstanie nowy ogród. Musi dopowiedzieć historię, która zaczęła się pod jej stopami i zgasła w jej oczach, w jej dłoniach. Ze starości, zmęczenia, ciężaru. Teraz ona jest prząśniczką tego dywanu, po którym stąpa niedbale jeszcze, szukając kierunku w którym mogłaby pójść. Drogą bez drogowskazów, nieudeptaną, nową. Jeszcze jest w międzyczasie. W łączniku między wagonami, które za chwilę się rozczepią. Jeszcze trzyma oba. Jeszcze jest jedną nogą na ziemi a drugą w łódce. Nie waha się, nie ogląda w tył. Wsiada chwilą, która trwa w innym czasie. Jej długość jest niepojęta.

Wie, że nie ma odwrotu, a z rozpaczy tryskają tylko puste łzy, które niczego nie użyźnią, nie wskrzeszą. Więc nie płacze.

Wstaje skupiona. W zamkniętych oczach składa obraz, który w jej głowie zawiśnie już na zawsze. To z niego wyjdą wszystkie drogi, to on będzie źródłem.

Jeszcze nie jest gotowa, ale wie, że musi już iść. Wyrusza w podróż. Do swojego życia.

Reklamy

One thought on “Zmiana

Możliwość komentowania jest wyłączona.