ślimak

Posuwisty krok, mozolny. Bez spojrzeń na boki, jakby od tego miał jeszcze bardziej zwolnić, głębiej czułki schować. Trudno stwierdzić, czy idzie, czy stoi, czy ledwie się toczy, z tą drogą za sobą, jak z trenem panny młodej.
Ślimak w drodze.
Bez celu idzie, trudno uznać nawet, czy do przodu, w samej drodze przecież tkwi cały życia sens. Metodycznie, powoli, zmysłami wszystkimi tę wstęgę pod ciałem chłonie, jakby bez tego, nie mógł wejść w kolejny dzień. Każdy kamyczek, ziarnka piasku wszystkie dotknięte, odczute, obejrzane. Ślimak idzie przez życie, i dom swój niesie, niby oczywiście a jednak skrycie.
Idzie ślimak w zachwycie dalej.
Nic go z zamyśleń nie wyrywa, nic rytmu nie zakłóca, lecz pozornie tylko, bo kiedy idzie tak niepewnie, choć chciałby szybciej i z większym rozmachem, boi się, nad życie się boi, że go ktoś podepcze.Że jeden fałszywy azymut zniweczy jego plany, że gdziekolwiek by szedł nie dojdzie. Ślimak świat pochłania, całym swoim ciałem. Nienasycony, powoli, pełen szacunku, kroczy w głąb, tam, gdzie życia nikt już nie dostrzega, gdzie puls ziemi ledwie wyczuwalny, gdzie drżenia dla ucha za ciche a taniec zbyt zwiewny, za bardzo w wyobraźni. Gdzie oddech do nicości się niemal rozprasza, gdzie dla krwi tlenu już nie starcza, więc gna gorąca, chaotyczna, zwariowana. Nieprzewidywalna, nieokiełznana. Tam ślimak zagląda, tam się uśmiecha, do wewnątrz, w korytarz domu, w ciepłą swoją przestrzeń w puls domu rozedrgany. W niepokój serca, w chaos duszy, do zmysłów wykarmionych, emocji nie nazwanych.
Ślimak, drogę za sobą jak tren ciągnie. Tą lepką, pociągłą maź, do której wszystkie wspomnienia się kleją. Krzywdy tam tkwią, jak muchy, wchłonięte, nie żywe już, nieruchome, zamknięte w przeszłości, w pamięci uwięzione. Kamyczki, które ktoś, kiedyś do ogrodu wrzucił, nie bacząc, czy boli, na trenie zbyt długim zostały. W niewoli.
Welon biały, jak droga długi, co przeszłość ścieli białym suknem, jakby ją przykryć chciał, wybielić, uniewinnić. Welon, co ciężarem swym głowę lekko w tył odchyla, wzrok skrada. Welon, co drogę znaczy. A droga, jak dowód kroków przemierzonych, na piśmie uwieczniona, pieczęcią woskową zamknięta, mówi, że z tyłu coś jest, coś zostało przemierzone, przebyte, wysmakowane, oswojone. Że ślimak był i jest i będzie. Może. W drodze.
Ślimak ma radość w czasie teraźniejszym tylko, później żadnego uśmiechu nie pamięta. Bo kiedy uśmiech znika z „twarzy”, nie spada na ziemię, pod nogi i do trenu się nie przykleja, tylko jak bańka znika, zbyt zimnym podmuchem powietrza przekłuta, w niebo ulatuje, kroplami drobnymi. Ale wierzcie mi, ślimak się uśmiecha. Choć wewnątrz domu tylko. Do okien, przez które tak rzadko wygląda, pod dywan, gdzie najskrytsze radości chowa, do szaf, gdzie wspomnienia najsłodsze ukrywa, do szeptów, zaledwie wymyślonych, bezkształtnych, bezdźwięcznych jeszcze. Tam ciepło radosnego uśmiechu się mości.
Ślimak często przystaje, wcale nie drogą zmęczony, i nie z zachwytu nad światem. Zatrzymuje go dom, firanki i kurze, całe jego wnętrze, wrażeń pełne, choć ciasne i gęste. Ale wypieszczone, idealnie jego, do każdej falbanki, we fragmencie każdego kąta. Do wspomnień, jak do zdjęć się uśmiecha, po raz kolejny układa, przeżywa, tasuje. Oddech nimi karmi i kółko zębate napędza. Dotyka, głaszcze, całuje. A potem okna i drzwi zamyka i rusza w dalszą drogę, która za nim, jak kłębek nici się wije. A może pruje.
Ślimak jest piękna swego świata pewien. Krople potu z wysiłku wyłuskane, jak diamenty na ścianach cienkiej skorupki się mienią. Jak korali sznur bezcenny, w rękach pieszczony, ciepłym głosem zapewnia o bogactwie. Póki czułek na świat nie wystawi, póki ziemi pod stopami smakować nie zacznie, póki pod inne skorupki nie zaglądnie, pod obce dywany, do szuflad z cudzych komód wysuniętych, gdzie bezcennych korali sznury żmij się kłębią.
Ale w inne okna jedno spojrzenie, jedno zdanie z czyichś ust upite, którego smak podniebienie rozjaśnia i ślimak już wie, i blask jego potu w najpiękniejszym słońcu czarnieje i gaśnie. W głąb domu, najwrażliwsze czułki chowa, zamyka się ślimak i przystaje lub kończy się jego droga.
Jeszcze żyje ślimak, choć już na skorupki dnie, we wspomnieniach westchnień się chowa. Oddechem cichutkim traci tlen jak sens, ślimak, skorupka, dom i droga.

Reklamy

3 thoughts on “ślimak

Możliwość komentowania jest wyłączona.