jeszcze bez tytułu (1)

Nie miała wcale rozdwojenia jaźni. Nie czuła się hotelem dla wielu przewijających się przez jej ciało postaci. Nie była też aktorką odgrywającą dobrze napisany scenariusz. Pofałdowanie jej mózgu nie różniło się niczym, od przeciętnych powierzchni skompaktowanych we wnętrzu czaszki. Wszystkie organy i członki, z których się składała, nie pretendowały do atlasu wynaturzeń anatomii człowieka, a ona sama zdawała się być zdrowym, normalnym i przeciętnym przedstawicielem swojego gatunku.
Czemu więc, ktoś taki staje się bohaterem czegokolwiek, co da się zamienić na słowa? Mogłabym odpowiedzieć, bo tak, ale powiem prawdę, mam dość niezwykłych, nieprzeciętnych ludzi, przy których z wrażenia gubię nóżki, włosy i paznokcie. Mam dość nadmuchanych balonów, które przygniatają mój oddech, czyniąc go płytkim, wystraszonym z wyraźną sugestią do zaniku. Mam dość mądrych bożków i olśniewająco pięknych bogiń, do których nigdy nie doskoczę, a które z każdą kartką obciążają bagaż moich frustracji.
Tym samym stoi przed nami kreatura ludzka, płci żeńskiej, typ zwykły, chropowaty.
Tyle tytułem wstępu.
Była wielokrotna. Jakby przebiegało przez nią pasmo wielu żyć, a ona w zależności od nastroju, wybierała strumień, którym płynęła. Potem przesiadka, zmiana toru, jak scenariusza i przeskok na nową salę, do nowej widowni. Rekwizyty z wszystkich sztuk mieszały się w jej dłoniach, a ona nie zdawała się tym przejmować.
Była córką
Była siostrą
Była żoną
Była matką
Kochanką
Przyjaciółką.
Wszystkie te role były dla niej tak naturalne, że nie pomyślała nawet przez chwilę jak mogłyby się wykluczać. Każda jedna była konsekwencją poprzedniej, jej wynikiem lub wypadkową przeżytych zdarzeń oraz przemyśleń na ten temat. Każde życie wyrastało na niej kolejnym bąbelkiem, jak ozdobą, świadczącą o bogactwie. A ona nawijała te korale na nitkę, jakby były zwykłymi pospolitymi kamieniami, z których się robi naszyjniki.
To wcale nie było tez tak, że potrzebowała zabić nudę albo się zabawić. Ona wcale nie szukała tych kolorowych wstążek, które przeplatały jej dni. Wszystko czego chciała, to znaleźć swoje miejsce, w jednym z tych żyć, które wiodła. Umeblować się gdzieś, w jakimś pokoju, jak przedmiot zamocowany na stałe, bez możliwości ruszenia, czy wyrzucenia. I być po prostu tym, czym się urodziła. Bez masek, bez kostiumów, bez sztucznych kwestii…
cdn mam nadzieję:-)
Reklamy

2 thoughts on “jeszcze bez tytułu (1)

  1. Łudzę się zawsze, że jak coś ujawnię, to będę zmuszona doprowadzić do końca i dotrzymać słowa. Szukam mobilizacji, jednym slowem.Prawda jest taka, że mam problemy z ogarnianiem duzych powierzchnii więc boję sie że się pogubię, że mi empatii nie starczy i historii, bo często początkowy zamysł i plan w drodze mi sie rozłazi i ni jak nie idzie go pozszywać:-)ale zobaczymynie ukrywam też, że fakt, że zaczelam mieć stałych czytelników, napędza pióro. Fajnie, że czytacie, komentujecie. teraz czuje dialog, pisząc:-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.