Słowa, słowa, słowa. Wszędzie jest pełno słów. Wagony słowami naładowane. Siaty pełne słów, które wystają jak bagietki i udają dumne chorągwie. Słowa na peronie i w pocałunkach. Słowa w piorunach ludzkich oczu. Mój dom z cegieł słów zbudowany.
Słowo cegła.
Słowo wiatr.
Słowem jestem ja.
Plączą mi się słowa, obijają mi nogi, walczą w głowie, cisną się do oczu. Patrzę słowami. W rękach słowa noszę. A kiedy chcesz mi je wyrwać, a ja nie daję, prostują się w miedziany drut. I nie ma już słów między nami, jest kolec, jest ból po słowie, jest rana choć nie krwawi.
Baloniki słów rozdaję uśmiechnięte, różowe albo kolorowe. Puste czy może próżne.
Na sznureczku słowa
Myśl kolorowa
Pustym
Powietrzem
Znika
Na wietrze
Ubieram słowa w futerka top fashion i buty na obcasach, żeby ładniej wyglądały. Kokardki im wiążę w pasie jakby w środku była treść, z tyłu głowy. Jakby widoczne były tylko w części, do połowy
Zmysły karmię słowami. Chowam za nimi obrazy, te, jeszcze nie wymalowane. Tajemnicza sceneria. Liście szumią słowami, księżyc rymowaną serenadę śpiewa. Snop światła wprost na mnie pada
Słów kanonada
Jestem choinką z coraz krótszych wyrazów.
Zamiast głównego bohatera
Którego nie ma
Bo zapomniał tekstu.

Reklamy