strach

Strach kłębi się w cieniu. W załamaniach, zakamarkach, jak kurz zbiera się w kłęby siły, żeby zaatakować, kiedy zechcesz go wygonić. Strach wstaje o świcie, przed porankiem, budzi skórę dreszczem przerażenia, cyrklem oczu, natrętną melodią jednej myśli zamkniętej w jego dłoniach.
Strach nie zna spoczynku. Kiedy kołysze do snu i pozornie pozwala zasnąć w oparach swego zapachu, odurzona, poddajesz się jego silnym ramionom, w których znikasz jak ziarnko piasku na pustyni. I jesteś w nim rozkochana. W tym silnym uścisku, w cichych szeptach do ucha, którym posłusznie ulegasz, szczęśliwa, że myślą za ciebie. W sznurkach, za które pociąga i w krokach, które nie kosztują cię żadnego wysiłku. Uśmiechasz się smutno oczami, w których się czai twój oprawca. Zmieniasz kontur na drżący, na cienką linię, za którą nie możesz się już schować, a twoje wnętrze miesza się z powietrzem. Ciebie już nie ma, jest tyko niespokojny ruch rąk głaskany jego spojrzeniem i twój nieśmiały wzrok bez nadziei na rozwód.
Strach kłębi się w cieniu, przykleja się do kół pędzących myśli, chowa się w etui na luksusowe okulary, w samochodowej popielniczce, pod prześcieradłem.
Niespodziewanie złapie cie za rękę, kiedy roześmiana słonecznym dniem, zechcesz uczcić swą wolność, albo gdy znużona starymi meblami zaczniesz sprzątać.
Strach nie zna spoczynku …

Reklamy