Bezsenność

Jestem śpiochem. Nie mylić z nierobem, leniem, mimozą. Jak już bardzo chcecie pomylić, to może ewentualnie ze śpiącą królewną. Choć to wątek na osobną dyskusję.
Uwielbiam spać, ze snami mam różnie, ale nawet teraz, gdy piszę o spaniu, przymykają mi się oczy. I zaczyna się reakcja podobna do tej, której doświadczam na widok czekolady. Nie mogę oprzeć się pokusie, by jej nie zjeść. A jeszcze jak ma orzechy… i to w całości … No ale może zanim wyskoczę do sklepiku na dół, zakupić na krechę jakąś czekoladę i zanim zasnę, zachęcona samymi marzeniami o spaniu, postaram się wystukać jeszcze parę linijek.
O tym spaniu mogłabym tu pewnie wypleść przecudnej urody kosze powieści, jak to na przykład uciekam w świat marzeń. W piękną przestrzeń międzyplanetarną, gdzie wszyscy mnie kochają, a ja jestem najpiękniejsza, najmądrzejsza i w ogóle cała naj. Mogłabym wysnuć, na upartego, jakąś filozofię upierając się, że istnieje psychologiczny związek przyczynowo skutkowy między moimi marzeniami, fantazjami sennymi a rzeczywistością. Mogłabym się zastanawiać, w którym momencie, rzeczywistość przerosła mnie na tyle, że wybrałam sen, by choć na chwilę zachłysnąć się szczęściem jak świeżym powietrzem.
Mogłabym wiele rzeczy … teoretycznie
Niestety Freud już dawno w ziemi i nie ma z kim dyskutować. A prawda jest taka, że mam niskie ciśnienie i spanie mam w tzw. krwi.
Lubię moment przed snem, chyba najbardziej, bo samego spania nie pamiętam, więc niby co tu lubić. Natomiast te kilka chwil przed zaśnięciem jest tylko moje. Wsiadam wówczas w jakiś przedziwny pojazd i krążę po mapie wspomnień jak po albumie z pożółkłymi fotografiami, tu i ówdzie przytykając palec, jakbym się chciała przekonać, czy to zdjęcie czy rzeczywistość. Czasem krążę wokół jednego zdjęcia jak wokół zamkniętego domu i zastanawiam się, którędy mogłabym wejść, żeby go przemeblować, poprawić, ulepszyć i tym samym zmienić bieg zdarzeń, na który kiedyś miałam wpływ, a który dziś jest tylko skończoną fotografią. Kiedy się tam błąkam, w tym obejściu, zostawiając coraz więcej śladów i kiedy bezsilność męczy mnie coraz bardziej, wpadam na pomysł rozbudowy domu. Zarzucam wtedy hak na przyszłość i plotę grubą linę, po której pewnie dojdę do szczęśliwego końca. Nie wiem, jak długo trwają te chwile, bo wówczas niczym kierownik budowy zakładam kask, rozwijam plany i kombinuję. Sokoro nie mogę zmienić tego, co było, chcę ukształtować to, co będzie; po mojemu. Wbijam się w przyszłość jak w plastelinę lub może bardziej jak dłuto w kamień i mozolnie, metodycznie, w pocie czoła staram się nadać jej jakiś rozpoznawalny, aczkolwiek pojedynczy kształt.
Bardzo często grzęznę już po pierwszych krokach. Niespodziewane okoliczności, które nieproszone przychodzą mi do głowy, niczym srogi kierownik, wstrzymują prace na mojej budowie. Wracam wówczas do punktu wyjścia i próbuję raz jeszcze inną ścieżkę, inny wątek, inną drogę do tego samego zakończenia. Jakbym z innych składników chciała upiec tradycyjne coniedzielne ciasto. Nigdy mi się nie udaje. Zawsze jednak uparcie próbuję. Jestem wówczas jak dziecko, które każe sobie czytać dziesiątki razy tą samą bajkę w nadziei, że za każdym razem jej bohater będzie mądrzejszy o poprzednie czytanie i nie popełni tych samych błędów. I niestety wszystko pozostaje jak w bajce. Niezmienne. A ja zawsze kończę w błocie po same kolana .
Po takich historiach, jak po ciężkiej pracy zazwyczaj nie udaje mi się zasnąć. A ten jeden wątek, odmieniony przez wszystkie przypadki, przewleczony przez wszystkie ucha każdej igły, zaczyna się plątać w supły. I nie wiem już gdzie marzenie, gdzie dom, gdzie ogródek, a gdzie dobudówka. Ze zmęczenia cegły podaję nie w tą stronę i zasypiam nad taczką z otwartymi oczami.
Kiedy się budzę, jest już zazwyczaj za późno, żeby coś naprawić.

Advertisements

4 thoughts on “Bezsenność

  1. Sen jest piękny, ale czy ucieczka w marzenia senne jest wyjściem od otaczającej nas rzeczywistości? Nie wydaje mi się. Sam ostatnimi czasy często uciekałem w objęcia Morfeusza, aby poczuć się lepiej po stratach ostatniego roku, ale kiedy się przebudzałem, czułem jeszcze większą pustkę, ból, przygnębienie, mimo że sen dawał mi szczęście, to, czego chciałem.Albo sen we śnie, jak w Incepcji. Ostatnio mi się to przytrafiło. Czy da radę się przeżyć coś takiego? Da i powiem Ci, że to świetne uczucie, szczególnie, jeśli uda Ci się wszystko zapamiętać.Pozdrawiam i zapraszam do mnie 🙂

  2. no nie jest to najlepsze chyba miejsce na korespondencje, ale z braku laku:-)Chodziło mi o moment przed zaśnięciem a dokładnie stan w którym coś Cie męczy, coś co się stało za Twoim lub nie, udziałem, coś czego nie możesz już zmienić, co jest nieodwracalne. To jest oczywiście coś, z czym czujesz się niekomfortowo, więc w myślach starasz się to naprawić, cofnąć czas lub rozwiązać. Ale to nic nie daje, bo nie da się już tego ani naprawić ani rozwiązać. I zasnąć tez nie możesz …

Możliwość komentowania jest wyłączona.