droga do domu

Jeżdżę tym pociągiem już od kilku lat. Ten sam dworzec, ta sama trasa, czasem ci sami ludzie. Nie mam pamięci do twarzy, do tła dla mojego życia, tego drzemiącego wulkanu, który we mnie wzbiera.
Rzadko udaje mi się dotrzeć na dworzec o tej samej godzinie. Nigdy nie popadam w rutynę porannego obrządku, nigdy nie mam tyle samo czasu, żeby się ubrać. Szczególnie, gdy moja szafa otwiera przede mną sezam pełen bogactw, które już znam, z którego złoto już opadło, ale który jest mój, prywatny i nie dziele go z żadną córka. Bo mam syna.
Nigdy nie mam dwa razy takiego samego makijażu, bo zawsze zapominam o jakimś jego elemencie, za każdym razem o innym, oczywiście.
Czasem zapomnę wysuszyć włosy.
Boje się dnia, gdy wyjdę bez spódnicy. Choć po prawdzie, to mi chyba nie grozi. Mieszkam w domu luster. Jestem na nieustannej diecie i przechodząc z pokoju na korytarz, sprawdzam ile mi ubyło w udzie.
Przed wyjściem trzy razy zmieniam buty, czasem to pociąga za sobą zmianę skarpet lub pończoch. Dochodzą więc następne minuty.
Mam bzika na punkcie szali. Niektóre są piękne i lubię je szczególnie, inne pasują do wielu rzeczy. Trudno mi się zdecydować najpierw, czy wybrać z tych, które lubię, czy z Tych, które pasują. Potem czeka mnie kolejna decyzja.
Bywa, że budzę się jak kret i wkładam to, co mam pod nosem. Jadę potem metrem i w szybie widzę rozczochrane dziewczę ( w szybach nie widać zmarszczek, szczególnie przy słabym świetle), w dziwnej kombinacji kolorystycznej. Albo stłoczona w porannym wagonie, zastanawiam się, jakie spodnie mam dziś na sobie? I która bluzkę do nich wybrałam.
Gdyby mój syn zgubił się w sklepie, miałabym problem z opisem jego ubrania, mimo, że co rano sama je wybieram. Gdybym to ja się zgubiła, nie wiedziałabym, po czym mam się rozpoznać.
Jestem kobietą, nie odkrywam tu Ameryki.
Stacje do domu znam na pamięć, na wyrywki, po kolei, co drugą i od tyłu. Ale kiedy jadę w pociągu muszę ogarnąć trzy światy: ten za oknem, ten w wagonie i ten między kartkami zaczytanej książki. Czasem tracę czujność.
Bywa, że wysiądę za wcześnie, bo stacja podobna, bo pewnie zaczytałam się i nie zarejestrowałam wszystkich, a najczęściej, bo tyle ludzi wysiada. Większość zawsze ma rację. Tyle ludzi wkoło twierdzi, że wie, co myślę, co czuję. Może powinnam im zaufać, może lepiej wiedzą, gdzie mieszkam, w czyim życiu mam rozpakować walizki.
Ja zawsze wiem o sobie mniej niż powinnam.
Kiedyś w zamyśleniu, dotarłam pod inne drzwi na innym piętrze i chciałam je otworzyć jak własne.
Są dni, kiedy żałuję, że tego nie zrobiłam.

Reklamy