schowana

Chowam się jak dziecko za firanką. Niby mnie nie ma, choć nogi wystają i na wołanie gdzie jesteś, rzucam odruchowo, tu jestem. A przecież dla innych mnie nie ma. Jestem między szybą a firanką. Formą mebla. Z czapką niewidką. Chcę zamilknąć, wpleść się w włókna zasłony, roztopić zimowym obrazkiem na szybie.
Chcę być wzorem na tapecie. Schowanym podziwianym z daleka do znudzenia, z oddali, z rzadkim delikatnym muśnięciem. Albo nie, Giocondą za szyba kuloodporną, tak blisko, na wyciągnięcie ręki nawet i tak daleko, za górami za lasami, za granicą marzeń, poza światem fantazji.
Chcę być słowem na waszych ustach, pierwszym świadomym, drukowanym, wyraźnym, podzielonym na sylaby, dobitnym, albo płynnym jak melodia, z akcentem na właściwą sylabę.
Zdziwieniem tym najszczerszym zaskoczonym życiem jeszcze, jak kubeł zimnej wody, z kroplami na twarzy spływającymi wzdłuż świeżo powstałych torów.
Rumieńcem, najczerwieńszym, zawstydzonym pierwszy raz chowanym za drżącymi dłońmi, wystającym zza rzęs, zdradzonym przez spuszczoną głowę i opadające włosy.
Podczas gdy wystają mi nogi zza firanki i po kształcie stóp, w butach schowanych, chcę, żebyście znaleźli drogę do mojej duszy. Po ruchu stopy odgadli ślad, jaki zostawiam, żeby za nim pójść podążać.
A ja zostanę za firanką i będę udawać, że mnie tam nie ma
A ślady i droga są przez was wymyslone

Reklamy