czas leczy rany

Czas pomyka nie lecząc ran
Wąską ścieżką w gęsty las
Gdzie gałęzie
Tulą krwawą twarz

Kolejna rysa na obitej porcelanie
Pod fusami z kawy
Nie widać jej wcale
Bo nie łamie filiżanki na pół

Choć fragmenty posklejane
Zabliźnione rany drzew
Przysłonięte gałęziami
To pod nimi wiecznie świeża krew

Reklamy