droga…

Wsiadł do tramwaju na jednym z pierwszych przystanków. Miał wielką torbę, z której wystawało coś pomiędzy wędką a kawałkiem wycieraczki samochodowej. Na głowie miał dziwną czapkę w kolorze rzucającym się w oczy . Nie był jakoś widocznie brudny, ale trochę śmierdział. Ale też nie na tyle, żeby stał sam, w centrum okręgu o promieniu 2 metrów, który zatoczyłby jego odór. Dało się nad nim nawet stać, siedzieć przed nim lub za nim, smród był, ale nie nadmiernie uciążliwy.
Jechał z głową w szybie. Jakby sprawdzał na odległość zawartość kubła na śmieci, na kolejnym już przystanku, jeszcze zanim zobaczy go sam maszynista. On już rentgenowskim spojrzeniem zdawał się oceniać, czy śmietnik jest wart poświęcenia mu siedzącego miejsca w ciepłym tramwaju. Co przystanek więc, niemal podrywał się do lotu, gotowy niezauważenie przemknąć z ogromną nieporęczną torbą, między ludźmi. I co przystanek, kiedy tramwaj zwalniał swój bieg, on już osiadał z powrotem na miejsce, choć nadal niespokojny, bo już wypatrywał następnego przystanku.
Tramwaj był już niemal pełen, kiedy dotarł do przystanku przy dużej galerii handlowej. Wielu ludzi wysiadło, ale chyba jeszcze więcej wsiadło. Zrobiło się ciaśniej, cieplej. Schował wzrok w szybie. Jakby onieśmielony tą wymianą zawartości pojazdu. Tramwaj ruszył, po dłuższym niż zwykle postoju. Zaczął, więc oswajać na nowo, raz już objętą wzrokiem, przestrzeń. Teraz jego okolica zmieniła kształt, zupełnie jakby zmienił wagonik. Najpierw skierował wzrok do przodu, nieśmiało a potem znowu w szybę. Kolejny przystanek już spisał na straty. Nie może się ruszyć, dopóki na nowo nie rozpozna przeszkód, nie zidentyfikuje ich i nie opracuje drogi ucieczki w razie konieczności. Musi się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć. Niepewnie podniósł wzrok przez lewe ramię, pełen obaw, jakby się spodziewał, że zaraz na jego nosie wyląduje czyjaś pięść. Strach to, czy doświadczenie?
I wtedy ją zobaczył. Mało się nie przeżegnał, tak się wystraszył; opanował się w ostatniej chwili. Oddech zwiększył częstotliwość. Zacisnął oczy licząc, że pod powiekami zniknie świeżo dostrzeżona postać. Chciał zdjąć rękawiczki, bo ręce w jednej chwili zaczęły mu się pocić. To koniec, pomyślał. Przyszła po mnie.
Nagle zaczął się zastanawiać, czy to nie jest ostatnia podróż świetlistym tunelem. Dokąd zawiezie go ten tramwaj? Schował głowę w dłoniach. Prawie zapłakał. Boże powiedz, że jeszcze nie teraz. Nie śmiał zerknąć drugi raz. Strach sparaliżował jego gesty, myśli. Nawet życie nie przewinęło mu się przed oczyma, jakby się zaciął projektor, na jednej klatce,ostatniej, z nią.
Przecież to nie może być prawda! Teraz, kiedy wszystko takie rozbiegane, rozsypane … Teraz nie może się skończyć, tak po prostu, w tej jednej chwili. Kiedy jeszcze nic się nie zaczęło. Życie nie może być kropką. Odcinkiem, linią, tak, ale nie kropką, w najgorszym razie może być trzykropkiem.
Zdobył się na odwagę i zerknął raz jeszcze i zamarł ponownie. Głowa sama schowała się w przybrudzonych, wełnianych rękawiczkach. Jak to możliwe? Przecież tam była. Wysoka, chuda, łysa. Oczy jakby bez źrenic, wzrok jak sztylet, odór zabijający wszelkie życie dokoła. Patrzyła się na niego, jak ona się na niego spojrzała! Przecież nie spociłby się tak na widok anioła. Nie było już tego przeraźliwego spojrzenia, tylko jakby powiew wiosny. Błogość i spokój, którą wzbudza kobieta karmiąca swoje nowo narodzone dziecko. Miłość i spełnienie. Ciepło i blask. Jak mógł się tak pomylić? I czego on się tak wystraszył? Tego cudu, który ujrzał? Tej drogi, która go tak zapraszała do życia? Tego początku tak wymarzonego, który się teraz do niego uśmiechał? tej bramy, od której wszystko ma się zacząć, której poszukiwał od tak dawna? Trzeci raz tam nie spojrzę, pomyślał, nie znajdę w sobie siły. Jego sercem i umysłem targały sprzeczne myśli. Natężył się strach ale i kontrargumenty uspokajały szybciej, skuteczniej. Wszystkie zmysły nagle się wyostrzyły. Zobaczył, jaki jest brudny, poczuł jak śmierdzi. Zaczął widzieć świat z przodu i z tyłu zarazem, ale nijak nie mógł tych obrazów ze sobą pogodzić. Jak nigdy, poczuł się pomiędzy.
Kolejny przystanek. Jego pierwszy, świadomy od galerii handlowej. Nie wie, ile ich już przejechał, ile skarbnic nie przeszukał. Nie czuł, że doszedł do siebie, wręcz przeciwnie, poczuł się od siebie dalej niż zawsze.
Tramwaj opustoszał.
Anioł zniknął niezauważony. Misja spełniona. Człowiek znalazł kierunek do siebie.

Reklamy

One thought on “droga…

Możliwość komentowania jest wyłączona.