facet

Przystojny był. Dziewczyny na niego leciały. Wolny ptak, wolność pociąga. Zawsze z jakąś u boku, na ogół jakąś ładną. Był poza zasiegiem dla zwykłej, przeciętnej i mało atrakcyjnej dziewczyny. Bez szans były nieśmiałe. Wybierał najatrakcyjniejsze. Mógł je wszystkie traktować jak chciał, z czułością lub bez, poważać czy lekceważyć, w zasadzie nie było różnicy. Grono wielbicielek się nie zmniejszało. Bez specjalnych starań, czy dbania o siebie.
Wiecznie w drodze, nigdy nie wiadomo dokąd. Droga zaczynała się wczesną wiosną, kończyła późną jesienią. Zima była jak sen, z tych koszmarnych snów. Mury domu jak kraty więzienia. I kasa, którą trzeba było zarobić na przetrwanie. Wszystko zimą przychodzi opornie a uczucia stygną. Zimą na ogół bywał sam. Podróże raczej krótkie, weekendowe wypady. Jak zaczerpnięcie świeżego powietrza.
Samotny był. W drodze tego nie widać. W drodze maszeruje z Tobą cień a za Tobą sznurek nastolatek z ślimaczym spojrzeniem. W drodze świeci słońce, pada deszcz, liście szumią, ludzie mijają. Można opuścić samotność. Można udać, że jej nie ma. W drodze, w końcu, można pobawić się w teatr i być kimś innym.
Zdarzały się wytrwałe, które chciały maszerować z nim. Przyjeżdżały w umówione miejsca i były kilka dni, potem znikały. Nogi je bolały od marszu, głowa od muzyki. Nie nadążały. Zaciskały pentelkę na jego szyi i ciągnęły, jak pieska na domową kanapę. A on nie potrafił tak żyć. Nie rozumiały, co jest nie tak, myślały, że mu nie zależy, zastanawiały się dlaczego woli w malinowy chruśniak niż satynę na tej kanapie. Ale nie pytały, on też nie wyjaśniał. Marzyły tylko cicho o nim, a bardziej o nim lepionym ich rękami, zmienionym na własną modłę. I zazdrościły nastepnej-na-chwilę i jednocześnie zerkały na nią z pogardą .
Żadna nigdy nie pomyślała, co myśli i co czuje. Co może czuć facet? A taki, co każdą może mieć? Pożądanie? Ochotę na seks? Przecież nie jest zdolny do uczuć wyższych. Gdyby był, to na tej kanapie z tą jedną by siedział i zmieniał pilotem kanały w TV. A jego wciąż gna, do przodu i przed siebie, z wiatrem i pod wiatr. Do kogo go tak gna, do czego? Do tych bab pewnie, bo co schronisko, to nową może mieć, a na kanapie tylko jedna czeka.
Miał opinię babiarza, sam sobie na nią zasłużył. Ale żadnej kolejnej, nastepnej, ani tej, co w beznadziei wzdychała, to nie przeszkadzało. Żadnej też nie przeszkadzały, meandry, którymi kroczyły jego myśli. Chyba żadna ich nie znała, żadna nie chciała. Za to każda chciała ubrać go w gajerek i za rączkę do mamusi zaprowadzić a potem do sklepu po kanapę i meblościankę. A czegóż on więcej mógłby chcieć? Lata już swoje miał, czas się ustatkować. Wiedziały lepiej od niego, czego mu trzeba.
Też go nie rozumiałam. Jak te inne myślałam i z pogardą spoglądałam na inne-następne. Czego może chcieć od ciebie facet, który takich jak ty ma na pęczki?
Miłości może chcieć.

Reklamy