c.d.2 Katarzyna

Katarzyny mnie nie lubią i nie lubią siebie nawzajem. Wciąż musze wysłuchiwać ich zarzutów, wymówek i krytyki. Są bardzo wymagające. To męczy. Czy one nie widzą jak się staram? Nie widzą. Nie mogą pomóc? Nie mogą. Katarzyny to ja. Skoro sama nie mogę ich okiełznać one zawładnęły mną. Są nieustającym wyrzutem sumienia i dążeniem do perfekcji. Są lenistwem, pychą dumą i hardością. Nauczyły się świetnie bronić, mają za sobą tyle wojen… wyruszają na nie w pięknych zbrojach. Tak pięknych, że noszą je na co dzień. Przez nie, nie widać jakie są naprawdę. Są murem skrywającym tajemnicze ogrody. Nawet ja dobrze ich nie znam.
Może tak lepiej.
Ich krzyki i utyskiwania zagłuszają wszystko. Mącą moją ciszę, czy ja w ogóle wiem co to cisza? Może właśnie jej szukam. Tych dźwięków kojących drżące myśli. Zgody Katarzyn, ich milczących ust i spokojnych oczu. Harmonii.
Jak zarządzać stadem bab? Jaka szkoła mnie tego nauczy. Od kogo dowiem się jak je ujarzmić, uporządkować? Gdzie te znaki i instrukcje? Czemu wszystko musze sama.
Czemu moje ręce i głowa są osobne. Czemu myśli mi się rozbiegają? Dlaczego nie są skrzętnie protokołowane na małych żółtych karteczkach i klasyfikowane wg przydatności do wykorzystania
Nie ogarniam tego chaosu. Porwał mnie jak trąba powietrzna Dorotkę. Poczekam chyba aż mnie wypluje, bo jeszcze nie spadłam na żadna drogę, wciąż tylko macham nogami w powietrzu.

Reklamy