c.d.1 Katarzyna

Są takie dni, że wszystkie Katarzyny we mnie się rozbiegają. Każda ciągnie w inna stronę i żadna nie ma takiej siły przebicia żeby pociągnąć za sobą inne. Bardzo nie lubię tego czasu. Wydaje mi się, że nie składam się z tysięcy Katarzyn, ale z wszystkich imion świata. Czuje się jak most zbudowany z wszelakich podręcznych materiałów trzymających się kupy na słowo honoru. Jakbym miała się zaraz rozpaść na kawałki. Tak małe, że niemal niewidoczne. Jakby mnie za chwile miało nie być.
Bywa, choć rzadko, że jedna z moich Katarzyn bawi się w jakaś księżniczkę czy sierotkę Marysię i udaje jej się przekonać do tej zabawy kilka innych Katarzyn. Budzi się wtedy we mnie jakaś inna ja. Jedna Katarzyna doszła do władzy. Bawię się w nią razem z Katarzynami. Kiedy nam się znudzi wracamy do siebie. W zasadzie to, kiedy Katarzynom się znudzi, ja mogę wrócić do siebie. Wciąż jeszcze nie mam władzy nad Katarzynami. Powinnam wśród nich znaleźć jakiegoś przewodnika stada i oddać mu stery. Gdybym dobrze wybrała, miałabym dziś wewnętrzną harmonię i porządek. A ja wciąż musze gasić palące konflikty. Baby strasznie się kłócą ze sobą.
Mam bogate życie wewnętrzne…

Reklamy