jestem z…

Czasem mam pretensje, do myśli,
że tak biegną,
że w ogóle do mnie przychodzą.
Wolałabym życie bez myśli.
Mam pretensje do serca,
że czasem bije tak mocno,
za mocno.
Żal do oczu,
kiedy się w nich zbiera
nadmiar niemocy,
że nie mają awaryjnego kanału ściekowego.
Chciałabym być milczącym posągiem
z zimnego marmuru.
Wtedy wiedziałabym
jak sobie poradzić z hałasem niechcianej wycieczki.
Umiałabym godnie znieść przeciągi i zmiany.
Nie wzruszałby mnie zachwyt ani potępienie.
Byłabym piękna ponadczasowo.
Na wieczność zachowałabym
odciski Twoich palców,
skarcone przez kustosza,
spontaniczne.
I wzrok twój,
nieobecny,
sięgający w głąb mojej duszy.
Wiedziałabym, co mam z nim zrobić.
Ale jestem
z miękkiej gliny
i oczu waszych.
i słów wypowiedzianych,
i tych
Wymyślonych
w mojej głowie.
I jestem
w samej sobie zamknięta,
bez dostępu.
I na nic marzenia.
Starł je
zwyczajny gest
nadgorliwej dbałości
o nietykalność.

Reklamy